MOK
 MOK
 szukaj
 menu
 newsletter
 wizyty
ogółem:1462341
dzisiaj:174
wczoraj:631
 polecamy
 Korespondencja Sztuk wg Zbigniewa Barana
"Zagadki podróży po Świecie", wokół Rękopisu znalezionego w Saragossie - François Rosset
Mówiąc o Janie Potockim w cyklu poświęconym pojęciu korespondencji sztuk, należy najpierw przypomnieć, że autor Rękopisu znalezionego w Saragossie pozostawił dorobek, który już sam świadczy o wielostronności jego talentów. Sztukę pisarską praktykował nie tylko w dziedzinie powieści, lecz także jako dramaturg, jako autor relacji z podróży, jako polemista, publicysta, historiograf, autor rozpraw naukowych, nie mówiąc o korespondencji stricto sensu, czyli o pisaniu wspaniałych listów. Pięknie także rysował, czego dowodem są wprawdzie nielicznie zachowane, lecz znamienne w jakości szkice, winiety, malunki. W każdym razie materiał jest wystarczający, by móc prowadzić refleksje porównawcze na polu tej bardzo różnorodnej twórczości. Jednak nie zamierzam operować dzisiaj na tak szerokim polu. Chciałbym się skupić nad sławną powieścią Potockiego, by próbować z niej wydobyć lekcję o tym, co ten wielobarwny tekst może nam mówić o samym pojęciu korespondencji sztuk.

Jako motto do tych refleksji proponuję zwrócić już uwagę na fakt, że Rękopis znaleziony w Saragossie nosi w sobie cały szereg metafor samego tekstu: galeria obrazów i innych przedmiotów sztuki, muzeum, pajęczyna, spirala, talia kart, labirynt, skrzyżowanie, podróż, czyli zbiór, rożnorodność i ruch, co też oznacza konieczną obecność jakiegoś podmiotu, bez którego te figury - jak zobaczymy - nie mają sensu.

Najpierw jednak, chciałbym skupić się na chwilę nad samym pojęciem korespondencji sztuk, przepraszając z góry za nieco pedantyczny charakter tych wstępnych uwag. Zacznijmy może od korzystania ze świateł zawsze hojnie dostarczanych przez etymologię, przypominając, że korespondencja pochodzi od łacińskiego syntagmu cum respondere, który można zrozumieć co najmniej trójwymiarowo:

1. Wymiana treści obranej w formie językowej - wymiana komunikatu, opinii, uczuć, informacji i wymiana potencjalnie różnych w swojej formie wytworów językowych.

2. W słownictwie muzycznym, Responsorium to odpowiedź na pierwotną frazę, czyli wytwór pojawiający się w strukturze dwugłosu, lub wielogłosu, czyli też w organizacji komunikacji, przez którą całość integruje mnogość i ewentualnie różnorodność (nie ma odpowiedzi bez struktury dialogowej).

3. Cum respondere to także współodpowiadać; jest nie tylko współgranie i współzależność w korespondencji, ale także współodpowiedzialność - trzeba wiedzieć kto z kim koresponduje, jeśli się chce wiedzieć kto współodpowiada i za co. Tak, jak muzeum nie ma sensu bez zwiedzających, pajęczyna bez ofiary, talia kart bez gracza, a podróż bez wędrowca - tak korespondencja może istnieć tylko przez korespondentów.

Można więc wyciągnąć wniosek o co najmniej trzech możliwych wymiarach korespondencji:
- praktyka językowa: wymiar pragmatyczny (czyli związany z realizacją komunikatu językowego)
- organizacja, kompozycja: wymiar estetyczny
- współodpowiedzialność podmiotów: wymiar moralny

Te obserwacje mogą pasować do każdej sytuacji korespondencji; są jednak szczególnie ważne, gdy ma się do czynienia z dziełem, w którym tematem centralnym jest właśnie korespondencja, czy też jej synonim (podany jako taki w Encyklopedii Diderota i d'Alemberta): relacja. Kontynuując zabawę językową i nawiązując do tytułu naszego wieczoru, można by się zastanowić nad tym, czy chodzi o relacje z podróży. Otóż nie, nie o to chodzi, przynajmniej narazie.

Opierając się na tych wymiarach korespondencji, o których była mowa przed chwilą, proponuję zastanowić się nad tym, jak wygląda ta relacja w powieści Jana Potockiego i to na trzech płaszczyznach:
- treść komunikatów podawanych w powieści
- struktura czy formalna organizacja tych komunikatów
- korespondencja autora z czytelnikiem i vice versa, czyli znaczenie powieści.

1. Co można przeczytać i usłyszeć w RzwS?

Wobec tak ogromnego materiału dostarczonego w tej powieści, musimy się zadowolić tutaj bardzo skrótowym repertuarem najistotniejszych zjawisk:

- bez przerwy ktoś opowiada, ktoś inny słucha, ktoś czasem czyta - korespondencja jest jakby w akcji

- wątek pierwotny powtarza się w różnych zabarwieniach

- doświadczenia bohatera są ciągle dublowane - w ogóle wszystko jest dublowane

- wszystko, co się dzieje jest odbiciem czegoś, co się już gdzieś działo, zostało opowiedziane, zapisane, wyryte, wydrukowane

- czas jest dwuwymiarowy: poziomo mamy ciągłość 66 dni z dziennika, czy pamiętnika bohatera, a pionowo - głębię czasu historycznego aktualizowanego przez książki, przez genealogie, przez Żyda wiecznego tułacza, etc. Ciągle czujemy się w samym punkcie przecięcia tych osi

- także przestrzeń jest podwójna: jest rozgałęziona sieć podziemia i przestrzeń na powierzchni, która rozpościera się w miarę realizowanych i opowiadanych podróży, czyli bardzo daleko; i także tu są połączenia między jedną a drugą przestrzenią, punkty kontaktu

- klan Gomelezów zapewniający związki między niemal wszystkimi postaciami

- spotkanie różnych tradycji (myślowych, filozoficznych, religijnych, literackich, etc.), w których podkreślane jest to, co je łączy a nie to, co dzieli, stąd ważne modele abstrakcyjnego rozumowania (matematyka i geometria) - prestrukturalizm antropologiczny

- mnogość sytuacji i form relacji; relacja będąc ciągle przedstawiana w postaci motywów emblematycznych jak n.p.: lustro, książka, przebranie, pismo, pieniądz, przeszmuglowane paki z nieznanym towarem, generacja, pojedynek i wojna, nie mówiąc oczywiście o całym wachlarzu możliwych relacji seksualnych.

To wszystko, jak i wszystko jeszcze, o czym nie mówiłem (a więcej przemilczałem niż powiedziałem) pokazuje jak buduje się w Rękopisie znalezionym w Saragossie szeroka, wielowątkowa, różnobarwna tematyzacja relacji, czy korelacji.

2. Jak się to wszystko czyta?

Czyta się tak, jak zostało podane do czytania, czyli tak, jak zostało zorganizowane. Czyta się paradoksalnie, ambiwalentnie, podwójnie - czyli znów wahanie, oscylacja, tym razem nie między wątkami, postaciami, miejscami, lecz między przeciwstawnymi zasadami organizacji, mianowicie między ideą porządku a ideą nieporządku

- porządek: jasne, cyfrowe podziały - dekamerony, dni, a także linearny czas dziennika

- chaos: słowo labilne, ciągle przechwytywane - wielka plątanina głosów i opowieści

Pamiętajmy diagnozę postaci geometry narzekającego, że gubi się w pozornym porządku; dla niego chaos został wprowadzony tyleż sztucznie co bezmyślnie w naturalnym porządku świata. Tymczasem w całości powieść pokazuje, że prawda jest wręcz odwrotna. Nieporządek rodzi się bez przerwy z konieczności, z musu natychmiastowego nawiązania relacji: dwie osoby lub więcej, dwa przedmioty, dwie idee, dwa systemy, dwie przygody nie mogą pozostać biernie obok siebie. Konfrontacja jest nieunikniona. A ponieważ świat roi się od spotykających się postaci, przedmiotów, idei, systemów, przygód, relacje mnożą się lawinowo i to właśnie naturalnie. Zatamować ten żywioł może tylko interwencja samego stwórcy, sztucznie zakreślona rama. Tak jak okładka ogranicza przestrzeń i materialną zawartość książki, trzymając porządek w tych setkach kartek, które tylko o tym marzą, aby sobie fruwać swobodnie, struktura powieści jest autorytatywnym, arbitralnym gestem pisarza. Potocki wykonuje i przedstawia ten gest, podkreślając go ironicznie.

W rezultacie ta struktura pozornie regularna i przejrzysta ustępuje owej wszechstronnej i ciągle na nowo i inaczej wznawianej praktyce relacji. Szukając jednak ostatecznego modelu dla zorganizowania tej bezkresnej obfitości, pozostaje tylko wyabstrahować do maximum i zadowolić się schematem bipolarnym: ja opowiadam, ty słuchasz i odwrotnie; moja przygoda jest twoją i odwrotnie; to co dzieje się dziś, działo się już wcześniej i odwrotnie; to co jest tutaj, nawiązuje do tego co jest tam i odwrotnie; to co powiedziane zostanie zapisane, chociaż już gdzie indziej było pisane w nieco innej formie; rękopis jest znaleziony dlatego, że został wcześniej schowany, itd.

Jeśli ten schemat funkcjonuje na każdej płaszczyźnie, zadajmy jednak pytanie, czy on naprawdę obejmuje wszystko? I czy jest wystarczającym kluczem do tej powieści?

3. Co z tego wynika?

Pod względem estetycznym, można chyba powiedzieć, że ów schemat mógłby być wystarczającym kluczem do Rękopisu znalezionego w Saragossie. I to by znaczyło wówczas, że pytając o to, co taka powieść mówi o samej literaturze, można zbudować ostatecznie refleksję na temat korelacji pomiędzy doświadczoną rzeczywistością a skonstruowaną, wyprodukowaną fikcją. O tym również mówi Rękopis znaleziony w Saragossie, którego bohater ciągle zastanawia się, czy to co widzi, słuszy, dotyka, czy to, co czyta jest prawdziwe. Można postępować nawet bardzo daleko tym tropem i dojść do całkiem ciekawych spostrzeżeń i wniosków. Między innymi można by dojść do wniosku, że wszystkie relacje między postaciami związane z przekazywaniem jakichkolwiek treści są wewnętrznym odbiciem, czy swojego rodzaju metonimią tej podstawowej relacji łączącej pisarza z czytelnikiem. Czyli można wtedy czytać Rękopis znaleziony w Saragossie jako wielką, wielowątkową bajkę o literaturze.

Można by również zastanowić się za pomocą tego właśnie klucza nad możliwościami przekładania powieści na inne języki artystyczne. Sławnym przykładem jest tutaj arcydzieło filmowe Wojciecha Jerzego Hasa, który właśnie odtworzył sedno powieści, czyli zagadnienie, praktyka i struktura korespondencji, korelacji, używając zupełnie innych, nieliterackich środków przekazu. W tym filmie obraz, dźwięk (arcyciekawa muzyka K. Pendereckiego), gra całej pleiady najlepszych aktorów, scenografia, rekwizyty, itd. mówią o tym samym, co słowa, zdania i rozdziały powieści, choć nie mówią dokładnie tego samego (fabuła w filmie jest nieco inna).

Jest jednak jeszcze inna nuta w Rękopisie, daleka od intelektualnych zabaw i abstrakcyjnych spekulacji, nie kończąca się na żadnym, choćby bipolarnym schemacie. To nuta tragizmu, która brzmi niejednokrotnie i to wtedy, kiedy podmiot przeżywa swój stosunek do świata, bądź prawdziwego, bądź też fikcyjnego według swoich intymnych, egzystencjalnych doznań. Rodzą się wówczas takie pytania jak:

- Czym jest moje własne życie, jeżeli ktoś inny już przeżył te same wypadki, doznania, doświadczenia i jeżeli ten ktoś może być równie dobrze żywym, spotkanym człowiekiem, albo aktorem grającym wyznaczoną rolę, albo też fikcyjną postacią pojawiającą się w starej książce?

- Jeżeli moje relacje ze światem pokazują, że to, co ja percypuję może być odmiennie prawdziwe lub fałszywe, to czym jest ta moja percepcja i czy ja jestem prawdziwy, czy fałszywy, czy jestem jedynym, oryginalnym wytworem przyrody, czy sztucznie wyprodukowanym przedmiotem?

- Jaki sens ma mój stosunek do tej jednej nabytej wiary, jeżeli odkrywam, że w gruncie rzeczy, nie różni się ona od innych, przecież konkurencyjnych i nawet wrogich religii? Inaczej mówiąc, co jest motywacją i podpórką jednego (mojego) systemu wartości wobec innych?

- Jaki sens ma mój stosunek do wiedzy, jeżeli poświęciłem jej całe moje życie, wydając wspaniały owoc dla ludzkości w postaci najpełniejszej z możliwych encyklopedii, której żaden księgarz nie chciał wydać i którą w końcu pożarły szczury?

- Jaki sens ma poszukiwanie skarbu Prawdy z dużej litery, jeżeli dochodząc wreszcie do żyły złota stwierdzam, że jest właśnie wyczerpana?

Była już mowa o tym, że relacje wewnątrz powieści mogą być odczytane jako odbicie tej ostatecznie wieńczącej relacji między pisarzem a czytelnikiem. Można by podać dziesiątki argumentów i przykładów zaczerpniętych w samym tekście celem pełnego udokumentowania tego stwierdzenia. Choćby tytuł powieści nawiązuje przecież nie do rozwiniętych w niej fabuły i treści, lecz do mocno zużytego już chwytu powieściopisarkiego.

Ale też była mowa o tym, że warto wiedzieć, kto ostatecznie z kim koresponduje, kto współodpowiada i za co.

Nie sądzę, aby Jan Potocki wzywał swoich czytelników (o ile wierzył, że tacy będą - ale to jeszcze inna historia) do odpowiedzi na te dręczące pytania, które im zadaje za pośrednictwem fikcyjnych postaci.

Owszem, na pytania o literaturę, o istotę świata fikcji, można proponować odpowiedzi różnej natury: teoretyczne, techniczne (np. narratologiczne analizy), historyczno-erudycyjne, estetyczne - a wszystkie są nie tylko ciekawe i przydatne, ale nawet bardzo potrzebne.

Nie można przecież dochodzić znaczenia tej powieści, pretendować do jej interpretacji, nie wiedząc w miarę dokładnie, z czego się ona składa, jak jest zbudowana, do jakich modeli nawiązuje, itd. Do wyjaśnienia tych spraw, cały warsztat literaturoznawczy jest potrzebny, lecz cały ten warsztat okazuje się bezradny wobec tych najgłębszych pytań.

Sam autor, jak mówiłem, nie wydaje się liczyć na czytelnika, by ten dostarczył odpowiedzi; z resztą sam ich nie znalazł i wyczerpany poszukiwaniem na tym świecie wybrał się samowolnie w ostateczną podróż w inny świat.

Nie licząc na odpowiedzi od czytenika, autor mógł przynajmniej wzywać go do współodpowiedzialności, tzn. do kolejnej konfrontacji z tymi pytaniami i do dalszego ich przekazania. Była także mowa o tym, że role w korelacji okazują się wymienne; ta lekcja się sprawdza również na ostatecznym szczeblu.

W tym świetle, metafora podróży nabiera szczególnych walorów, powiedziałbym nawet, że pęcznieje znaczeniami. Przypomnijmy, że podstawowym wątkiem Rękopisu znalezionego w Saragossie jest właśnie podróż bohatera; wprawdzie dziwna to podróż, ponieważ powieść mówi głównie o długiej, przymusowej przerwie na trasie z Kadyksu do Madrytu.

Poprzez spotkania z innymi wędrowcami oraz z książkami, ten chwilowo zatrzymany bohater zaczyna podróżować w inny sposób, tzn. w słowach, które prowadzą go po całym terytorium byłego imperium rzymskiego (z dodatkowymi wyskokami do Meksyku i na Filipiny). Słowa obierają te podróże we wszystkie oczekiwane szaty egzotyzmu; albumy z tych podróży okazują się zupełnie konwencjonalne. Podróżujemy nie po świecie fizycznym, lecz po świecie zebranych w kulturze obrazów. Zaś cała sztuka nie polega na tym, żeby zgrabnie opisać Hiszpanię, Sycylię, Egipt, Meksyk czy Jerozolimę, lecz na zebraniu i zintegrowaniu tych obrazów w jedną, czytelną całość. I dopiero podróż nabiera wymiaru nie egzotycznego, lecz egzystencjalnego. Wówczas podróż staje się głęboko zagadkowa, pełna groźnych pajęczyn i zgubnych labiryntów, nie dająca się zamknąć w jednej całości, wypływająca poza okładkę książki. Jest to podróż podmiotu trzymającego lusterko nie wzdłuż drogi, jak chciał Stendhal, pisząc powieści, lecz przed samym sobą. Tak jak Xavier de Maistre pisał parodystyczną powieść p.t. Podróż dookoła mojego pokoju, Jan Potocki opisał dokładnie w tym samym czasie fascynującą i zagadkową, śmieszną i tragiczną podróż wewnątrz samego siebie, czyli także wewnątrz wszystkich nas.

Zagadka pozostanie zagadką, a podróż podróżą. Dlatego będziemy dalej czytać.

François Rosset

Profesor Uniwersytetu w Lozannie

* Pierwotna wersja tekstu została wygłoszona w ramach cyklu "Korespondencja sztuk" w Piwnicy Artystycznej Wandy Warskiej i Andrzeja Kurylewicza w Warszawie.