MOK
 MOK
 szukaj
 menu
 newsletter
 wizyty
ogółem:1462761
dzisiaj:223
wczoraj:141
 polecamy
 Korespondencja Sztuk wg Zbigniewa Barana
Świat Nikifora - Anna Baranowa
kiedy stanęło miasto
prawdziwe jak ze snu

(z wiersza Zbigniewa Herberta Nikifor)

Przyjęło się uważać, że artyści, filozofowie, pisarze zanim odnajdą najpełniejszy dla siebie wyraz, swój własny rozpoznawalny język, muszą odbyć podróż - w sensie dosłownym i przenośnym. Jak mówił Mircea Eliade, rumuński pisarz i myśliciel o światowej renomie: "Najdłuższa droga prowadzi do własnego domu".

Nikifor nie musiał szukać, nie musiał wybierać. On miał tę pewność bezpośredniego wyrazu, jaką posiadają dzieci. Z tym, że dzieci najczęściej ją tracą - pod wpływem kostycznej szkolnej edukacji. Dar malarstwa był jedynym darem, jaki od losu Nikifor otrzymał. Wszystko było przeciwko niemu - dzięki malarstwu odniósł zwycięstwo. "Niosący zwycięstwo" - tyle znaczy po grecku imię, które otrzymał na chrzcie.

Życie Nikifora (ok. 1895-1968) układa się w mit. Trudno uwierzyć, że aż tyle było mu odebrane i aż tyle dane. Był nieślubnym dzieckiem ułomnej Rusinki, analfabetki, Marii Derewniak i dobrze urodzonego malarza T., który zamieszkiwał w pensjonacie "Trzy Róże" w Krynicy, gdzie Maria nosiła wodę. Przekroczenie było tak wielkie, że do dziś dnia nie rozwiązuje się skrótu nazwiska ojca. Dociekliwi mogą sprawdzić, kto wykonał obrazy w kaplicy w Parku Zdrojowym i kto ozdobił cerkiew w Krynicy Dolnej.

Odrzucony, kaleki, półanalfabeta - pośmiewisko otoczenia, atrakcja dla kuracjuszy. Wynędzniały mężczyzna malujący dzień w dzień na ulicy. Taki był Nikifor zanim nie odkryli go latem 1947 roku Ella i Andrzej Banachowie z Krakowa. Zrobili wszystko, aby temu "biedaczynie Bożemu" (w sensie jak najbardziej ewangelicznym) pomóc. Najpierw zapewnili mu godziwe warunki życia, a już w 1959 roku zorganizowali artyście pierwszą zagraniczną wystawę. Po niej przyszły następne, które rozsławiły imię Nikifora w świecie. Jak się okazuje, ten świat 40 lat temu nie był jeszcze tak do gruntu cyniczny, skoro cud rozsławienia Nikifora mógł się dokonać za sprawą dwojga fanatyków jego malarstwa.

Po wystawie w Paryżu w 1959 roku w prestiżowej galerii Diny Vierny, towarzyszki życia Maillola, obwołano Nikifora "rewelacją roku". W światowej stolicy malarstwa, jaką wówczas jeszcze był Paryż, w tym samym czasie pisano również o innym "cudzie polskim", spowodowanym odkryciem malarstwa młodych: Lebensteina, Kobzdeja, Tchórzewskie go i innych. Determinacja Elli i Andrzeja Banachów spowodowała, że Nikifor, malarz prymitywny, został uznany za malarza tout court. "Ze względu na wyjątkowe wartości artystyczne i estetyczne dzieła Nikifora, uznajemy go za malarza, bez przymiotnika: ludowy, amator, dyletant, zwłaszcza obecnie, gdy wykształcenie artysty i jego biegłość akademicka są bez większego znaczenia" - napisał Andrzej Banach w XXIII tomie Polskiego Słownika Biograficznego. Nikifor nie uczestniczył w rewolucjach artystycznych XX wieku. Malowal sam z siebie, niewiele zmieniając swój styl. Ale bez doświadczeń awangardy, bez poszerzenia definicji sztuki, jaka dokonała się w XX wieku, powyższa opinia Andrzeja Banacha nie byłaby możliwa do sformułowania.

Co dzisiaj znaczy malarstwo Nikifora? W świecie, w którym rozpętały się wszystkie żywioły, małe obrazki Nikifora dają poczucie z a k o r z e n i e n i a. Andrzej Kijowski nazwał wędrówkę "metaforą bytu wytrąconego, bytu oszalałego, bytu, który się wściekł". Jej przeciwstawieniem, czyli "metaforą bytu dążącego do porządku" jest "nasze miasto" - "jednostka topograficznej pamięci". Nikifor malował wciąż to samo miasto, nawet gdy nie była to jego rodzinna Krynica. Stworzył własną topografię: z małomiasteczkowymi domami, pensjonatami, dworcem kolejowym, rynkiem, uliczkami, kościołem katolickim i unicką cerkwią. Wszystko otoczone niewysokimi górami, gęstymi lasami, spowite łagodnym powietrzem. To było jego miejsce, które dzięki powtarzalności motywów i umiejętności malarskiej syntezy, stawało się centrum świata. Nikifor, szargany biedą i upokorzeniem, w swoich akwarelach i rysunkach dawał dowód czułego pogodzenia z miejscem i ludźmi. W jego malarstwie jest nostalgiczna harmonia świata, który już nie istnieje. Przyczynił się do tego i czas, i powojenne czystki, które wygoniły Łemków z ich ziemi.

Nikifor - "Matejko z Krynicy" - dwukrotnie wysiedlany w okolice Szczecina, po interwencjach przyjaciół powrócił. Razem ze swoimi aniołami i świętymi, jak z unickiej ikony. Miał przekonanie, że to, co na dole musi być choć w przybliżeniu odbiciem tego, co na górze. Tak nauczali średniowieczni mistycy i teolodzy. On to w sobie intuicyjnie czuł. Wspaniała i unikalna jest w prezentowanej kolekcji akwarela z wyobrażeniem dwóch orkiestr: ziemskiej i niebiańskiej. Jest między nimi analogia, podkreślona przez streficzną kompozycję, ale i niewspółmierność. W sferze ziemi rozbrzmiewa musica mundana i mimo wysiłków dyrygenta, daleko jej do wspaniałości musicae sacrae, którą wykonują w niebie pod batutą Zbawiciela aniołowie. Nikifor poruszał się między obiema sferami. Dlatego też na autoportretach mógł być "Nikiforem biskupem", "Nikiforem nauczającym" i "Najświętszym Nikiforem". Nie było w tym herezji. Ten przywilej mają za życia jedynie wybrańcy Boży.