AcyMailing Module

Reklama

Patroni medialni

Reklama
Reklama
Reklama

Sponsorzy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wanda Sułkońska Karpińska

Urodzona w Krakowie 7 lutego 1940r. , zmarła 11.02.2004r. Nowotarżanka pochodząca z rodziny Giżyckich. Mieszkała w jednej
z piękniejszych kamienic nowotarskiego rynku.  Była bardzo dobra uczennicą. Jak wspominają jej koleżanki ze szkolnej ławy była zawsze schludnie ubrana, punktualna i wzorowo przestrzegała wszelkich zasad. Cichutko siedziała w trzeciej ławce. Posiadała duże umiejętności matematyczne, którymi przewyższała swoich rówieśników. Niestety w dzieciństwie dużo chorowała co wpływało na częste i nieobecności w szkole. Z tego też powodu nie skończyła w terminie 8 klasy. Naukę kontynuowała w nowotarskim liceum ogólnokształcącym
im. S. Goszczyńskiego.

Studiowała na Politechnice Wrocławskiej. W latach 1973 do 1979 uczęszczała do ogniska Plastycznego we Wrocławiu. Niestety nie udało się jej dokończyć doktoratu. Pan Zięba wspomniał o ucieczce Dady z pewnym chłopakiem, który mógł się nazywać Karpiński. Tak brzmiał późniejszy pseudonim artystyczny Wandy Sułkońskiej.

Jak wspomina kolega z klasy ks. Prałat Mieczysław Łukaszczyk „Dada” była wzorową uczennicą i najbardziej „świętą osobą” jaką spotkał w życiu. Podkreślał jej abnegację. Nie bał się porównań jej życia do naśladowania św. Brata Alberta czy Św. Franciszka. Wyrzekała się luksusów mówiąc, że wszystko czego pragnie już posiada. Żyła skromnie, wręcz na skraju biedy. W zimne jesienne dni zamiast czapki wdziewała na głowę ręcznik, czym wybudzała mieszane uczucia. Była bardzo szczupła, wielu widziało w niej chorą na anoreksje. Jej dzienna dieta to kromka chleba i woda. Czy było jej to wyrzeczenie czy choroba trudno powiedzieć. Pan Szpytma wspomniał jak zaoferował jej posiłki w szkolnej stołówce, na co Pani Wanda kategorycznie odmówiła. Miała niewielką grupę zaufanych przyjaciół. Nie zwierzała się ze swoich problemów. Ks. Łukaszczyk wspominał jak wrócił do nowotarskiej parafii Św. Katarzyny. Pani Wanda przyszła do Niego w sprawie intencji dla swojego ojca. Była bardzo konkretna, formułowała krótkie zdania i w ręku trzymała oprawiony obrazek.  Choć kończyli razem liceum byli na „Pan”. Od tamtego czasu „Dada” często przychodziła do kancelarii proboszcza przynosząc mu obrazki. Ks. prałat spotkał się z odmową  gdy zaproponował zapłatę chociaż za oprawę na co oświadczył autorce, że będzie eksponował prace Pani Wandy na ścianie salonu aby ludzie mogli je podziwiać. Dzisiaj w swej kolekcji posiada 17 prac. Mało kto wiedział nawet
z najbliższych jej znajomych, że maluje, darowała swe prace w prezencie urodzinowym. Gdy Ks. Łukaszczyk na jednej z wizyt pogratulował nagrody jaką pani Wanda zdobyła na Konkursie Amatorskiej Twórczości Plastycznej  poprosiła by nikomu o tym nie wspominał.  Do dziś w bogatych kronikach nie ma jednego zdjęcia z wernisażu gdzie można byłoby znaleźć Panią Wandę.  Przyjaciel Ks. Prałat podkreślił miłość Wandy Sułkońskiej do „Solidarności” i to jak kryzys związkowy odbił się poważnie na psychice Pani Wandy.

Po nie udanych pracach w zawodzie inżyniera mama Pani Wandy poprosiła Pana Szpytmę aby ją przyjął do pracy. Potem przez kilka lat pracowała w bibliotece szkoły nr 5. Dyr. Krzysztof Kuranda opowiadał o jej skrajnej uczciwości. Gdy  przy 27 tys. woluminów zabrakło 3,4 książek pani Wanda uparcie stawiając sprawę płaciła równowartość danej książki. Ze swej skromnej pensji regulowała oczywiste straty nie wynikające z jej pracy. Ale jej dyscyplina i przestrzeganie zasad nie pozwalało jej nawet na tak mały błąd. Widać to też w jej notatkach na odwrocie niektórych prac, gdzie podczas korekty Profesor zostawiał jej uwagi. Pani Wanda skrupulatnie wykonywała polecenia.

Przez wielu traktowana jak przysłowiowy „dziwak”. Pan Kuranda wspominał, że swą innością  była narażona na wzrok i cięty język dzieci. Nigdy się nie żaliła, przyjmowała wszystko ze spokojem i godnością pokazując tym samym jak wielką posiadała cierpliwości wobec świata. Nauczycielka biologii w SP 5 Pani Jarosz nazwała Wandę Sułkońską „piękną osobą” podkreślając jej duchowe piękno: „Była blisko Boga, nie interesowała się życiem doczesnym, bardziej interesowało ją to „inne życie” – wspomina.

Od 1985 r. należała do Klubu Plastyka ”Wizja” przy Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Targu. Tak pani Wanda Sułkońska pisała o swojej pasji:

„(…)używam ołówki i farby plakatowe oraz akwarelowe. Nie uczę nikogo. Maluję lub rysuję z natury lub ze zdjęć (…)Nie sprzedaję swoich wytworów. Żadnych publikacji o moich pracach nie było. Pracuję jako nauczycielka, więc czasu na malowanie mam bardzo mało. Maluję tylko dla odpoczynku i przyjemności.”

Życie Pani Wandy przywołuje na myśl słowa Simone Weil: „Miłość do Boga czysta jest wtedy, gdy radość i cierpienie wzbudzają w nas taką samą wdzięczność.”

Pani Wanda umiała „ścierpieć”, potrafiła ponieść cierpienia życia. Ale czy nie dążyła do destrukcji? Obdarzona wielkim talentem, przedziwną delikatnością tworzyła światy wyidealizowane, piękne, pozbawione brzydoty i cierpienia. Szukała przyjemności i ukojenia, tworzyła swój raj, ludzi dobrych , pięknych ze spokojnym wzrokiem. Świat koni, świat letnich łąk i kolorowych liści. Świat smukłych kobiet o długich szyjach
i spojrzeniach aniołów. Tytułowa „ręka motyla” to ta sama dłoń, która dokładała węgiel do pieca aby ogrzać izbę schorowanego ojca, by później wyczarować za pomocą muśnięcia pędzla i kredki wspaniałe obrazy.

Nagrody w Konkursie Amatorskiej Twórczości Plastycznej organizowanym przez Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu:

1986 - Nagroda

1995 - Wyróżnienie

1997 - Wyróżnienie

2003 - III nagroda

 

Notatka sporządzona ze wspomnień podczas  finisażu wystawy Wandy Karpińskiej pt. "Ręka Motyla" w październiku 2012 roku.


G.Wolski | MOK Nowy Targ